sobota, czerwiec 14, 2008

"Pasażerowie z sex-shopu" - za www.wiadomosci.o2.pl

Wklejam caly cytat, bo mnie to dosyc rozsmieszylo - o "globalnym ociepleniu" i lalach z sex-shopu no i przede wszystkim o tym gdzie Australia a gdzie Auckland! :)

"Australia w ramach walki z globalnym ociepleniem wprowadziła przepisy mające nakłonić kierowców w Auckland do organizowania się w grupy. Miałoby to docelowo ograniczyć ruch drogowy, a co za tym idzie, emisję spalin - podaje serwis news.com.au. Ale kierowcy starają się ominąć przepisy... Według obecnie obowiązujących australijskich przepisów, w strefę miejską mogą wjechać jedynie pojazdy, które wiozą co najmniej trzech pasażerów. Za nieprzestrzeganie tej normy grozi kierowcom grzywna w wysokości 100 australijskich dolarów. Jednak sprytni Australijczycy znaleźli sposób na obejście wymogów prawnych. Jedynym z nich jest podróżowanie z dmuchanymi lalkami zakupionymi w sex-shopie. Innym sposobem na ominięcie prawa jest wynajęcie studenta. W Auckland grupa studentów dorabia, jeżdżąc za drobną opłatą z kierowcami, którym brakuje pasażerów do legalnego podróżowania."

6 komentarze:

Biszop pisze...

Hmm...Cos mi sie wydaje, ze na podobny pomysl wpadli swego czasu Brytole w Manchesterze, z ta roznica, ze zamontowali kamery termowizyjne. Takze lala z sexszopu nie pomoze, chyba, ze ja cwaniak przed wsadzeniem do samochodu podgrzeje :)
A co do lokalizacji Auckland w Australii... Coz, to Au i tamto Au, wiec sie chlopakowi skojarzylo :)

Anonimowy pisze...

Jakość i kompozycja zdjęć sprawiają dużą przyjemność w oglądaniu. Gratuluję bloga! PS. zwróciłem uwagę na przeprowadzkę z Melbourne do Brisbane w poszukiwaniu lepszego klimatu. Czy rozważaliście też Adelaide? pozdrawiam i powodzenia

woj. pisze...

Biszop, myslalem ze te lale maja jakis wbudowany termofor.. :))
A co do Adelaide, to nie wchodzila w rachube, przeprowadzka tam to byloby cos na zasadzie "zamienil stryjek siekierke na kijek"... :)

woj. pisze...

Acha i dzieki za mile slowa a'propos zdjec :)

Anonimowy pisze...

:) sam niejednokrotnie rozważałem, które z miast Australii byłoby mi najbardziej przyjazne: Melbourne i Sydney odpadły przez typowe wielkomiejskie problemy i klimat. Adelaide urzekła mnie biskością morza i gór, a Perth i Brisbane jakoś umykały w tych rozważaniach.
ten blog to kolejny przyczynek do poszerzenia o nich wiedzy :)

woj. pisze...

Co do zycia w Brisbane to nie jestem obiektywny, bo uwazam ze tu jest najlepiej ze wszystkich australijskich stolic :)

Archiwum