
Na promie. Po wyspie mozna jezdzic tylko autami z napedem na 4 kola.

Wraki przy plazy.
W tym miejscu nie ma zadnego pomostu, wiec prom "wbija" sie w plaze.
Komitet powitalny, czyli loza szydercow. Chlopcy komentowali zjezdzanie aut z promu na plaze, a jako ze piach w tym miejscu gleboki a polowa aut kierowana byla przez niedzielnych kierowcow, to gwizdow i smiechow bylo co niemiara :)
Loza szydercow w wersji XXL
Zjazd z promu.
Kajaczki
Chatki na plazy.
Grill.
Zdaje sie ze te VW nie mialy napedu na 4 kola, hmmmm...
Ulubiona rozrywka wieczorem - sand tobogganing
Bobek i gora.
A tu najwieksza atrakcja na zakonczenie dnia - co wieczor do plazy podplywala para delfinow.
Nie moglem sie powstrzymac zeby nie zrobic pare kiczowatych fotek zachodow slonca, a to glownie dlatego ze w Brisbane takiego widoku nie mamy - u nas slonce zachodzi nad ladem...
1 komentarze:
Super wycieczka. Tylko pozazdrościć. Pozdrawiam z Polski.
Prześlij komentarz